Wielkimi krokami nadciągają kolejne wybory - tym razem samorządowe. Nie będę tu pisał o tym, że uważam wybory samorządowe za porażkę, bo zamiast lokalnego charakteru stają się partyjną ustawką głównych sił politycznych. Ani o tym, że politycy są temu winni nie mniej niż media i elektorat biorący udział w owej ustawce. Chciałbym raczej skupić się na możliwościach, jakie pozostają wyborcy chcącemu podjąć odpowiedzialną i opartą na merytorycznych przesłankach decyzję.
Niezależnie od tego czy mamy do czynienia z wyborami prezydenckimi, parlamentarnymi, czy samorządowymi, najbardziej akcentowane są zazwyczaj zagadnienia niekoniecznie najważniejsze. Jednocześnie sposób prezentacji programów wyborczych ma charakter spotów reklamowych z pominięciem kwestii bardziej złożonych, które nie pasują do formy spotu. Można zauważyć, że nie tylko sposób prezentacji, ale też same programy maja taki charakter.
Można czasami natknąć się w sieci na quizy ułatwiające podjęcie decyzji wyborczej. Rozwiązujący go odpowiada na kilka pytań, a następnie dowiaduje się do której partii lub kandydata mu najbliżej. Gdyby zagadnienie potraktować poważnie, taki test mógłby być bardzo pomocny. Być może zamiast stawiania krzyżyka przy nazwisku, wyborca powinien odpowiedzieć na kilka testowych pytań, a odpowiedni algorytm obliczy stopień pokrycia poglądów wyborcy z programami partii i zliczy kolejne głosy. W ten sposób łatwiej byłoby skupić się nad konkretnymi problemami, nie przysłoniętymi przez szum medialno-piarowy.
Zaproponowane rozwiązanie ma wadę, na którą zwrócił uwagę jeden z moich kolegów. Nie ma żadnej gwarancji, że partia, która zwycięży w takich quizowych wyborach będzie realizowała deklarowany wcześniej program. Moja odpowiedź brzmiała: a teraz to niby jest jakaś gwarancja? Pod tym względem nowy system nie zmieniłby niczego. Zgadzam się jednak, że ta nieprzewidywalność może być irytująca.
Metoda quizowo-testowa może zostać udoskonalona, tak aby rozwiązać problem niewywiązywania się z przedwyborczych deklaracji. Czemu by nie zastąpić prawdziwych polityków botami, czyli programami realizującymi wyborcze deklaracje? Zamiast 460 posłów moglibyśmy mieć ustaloną z góry liczbę, wyłonionych w wolnych wyborach botów. Ważnym atutem tego rozwiązania oprócz niezawodności są niskie koszty funkcjonowania systemu.
System posiada słaby punkt, który należałoby dopracować. Co mianowicie zrobić z całą rzeszą polityków i ich krewnych, którzy w nowej rzeczywistości staliby się zbędni? Nie można ich tak po prostu wypuścić na miasto, gdyż groziłoby to poważnymi perturbacjami społecznymi, np. wzrost przestępczości, powstawanie gett, itp. Wydaje mi się, że i ten problem daje się łatwo rozwiązać. Bezrobotni politycy mogliby realizować się w „Tańcu z gwiazdami”, ,,Kropce nad i” oraz innych popularnych programach, których nie brakuje. Innymi słowy, to co proponuję, to rozdzielenie funkcji debatowo - rozrywkowej od ustawodawczej i wykonawczej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz