Pamiętam, że jako dziecko bardzo lubiłem dzień Wszystkich Świętych. Wieczorne wizyty na cmentarzu rozświetlonym palącymi się zniczami, a gdzieniegdzie wręcz dywanami zniczy, robiły wtedy na mnie za każdym razem wielkie wrażenie. Bardzo ważne było też to, że do roztopionego wosku w zniczach można było wkładać patyk. Taki patyk oblepiał się woskiem, który rósł na nim w postaci woskowej narośli w miarę powtarzania procedury wkładania patyka do znicza.
Obecnie ten dzień wywołuje u mnie inne, raczej mniej radosne, odczucia. Być może dlatego, że popularne kiedyś otwarte znicze zostały zastąpione przez lampiony zamknięte od góry przykrywką i moczenie patyka w wosku nie jest już takie łatwe. Poza tym wosk w zniczach był kiedyś kolorowy (bardzo często np. pomarańczowy). W tej chwili jest on raczej zawsze biały i przeważnie znajduje się w wymienialnym wkładzie.