W najnowszym Plus Minus (23-14 czerwca 2018) znalazł się tekst Michała Szułdrzyńskiego pt. "
Pomyłki suwerena". Jakoś nie przepadam za pojęciem suwerena, zwłaszcza w użyciu, w jakim pojawia się ono ostatnio. Jest to hipostaza, która nie tylko powoduje językowe nieporozumienia, ale przede wszystkim ma swoje praktyczne i negatywne konsekwencje w sferze dyskursu politycznego i publicystycznego.
Zdania w rodzaju: "Suweren zdecydował, że..." w swojej formie przypominają zdania typu: "Jan zdecydował, że...", co wprowadza w błąd sugerując, że mówiąc iż suweren o czymś zdecydował, mamy na myśli coś innego, niż tylko to, że w określonych wyborach czy referendum wyniki były takie, a takie.
Myślę, że w tym też leży źródło owej "absolutyzacji suwerena", o której pisze M. Szułdrzyński. Stosujemy pewne kalki językowe właściwe do mówienia o decyzji, opinii, czy poglądach osób, sugerując, że suweren (w systemie demokratycznym) posiada opinie, czy podejmuje decyzje. Gubi się przy tym informacja, że posługując się tym skrótem mówimy tan na prawdę tylko o wynikach wyborów, które są z natury swojej niestabilne, zmienne w czasie i są podatne na liczne wpływy, włączając w to zarówno manipulacje, ale też np. pogodę.
W pułapkę tą wpada również M. Szułdrzyński pisząc o tym, że suweren może się mylić, zmienić zdanie, itp. Nonsensem jest mówić, że suweren może się mylić, tak jak i nonsensem jest mówić, że ma rację, czy zmienił zdanie. Rozumiem potrzebę istnienia skrótu myślowego, ale w momencie, kiedy zaczyna on żyć własnym życiem, odrywając się poniekąd od swego znaczenia, konsekwencje tego mogą być szkodliwe.