Na portalu Wszystko co najważniejsze pojawił się ciekawy artykuł Michała Kosińskiego pt. "Big Data - wyzwanie czasu. Jaki świat nowych mediów zbudujemy?", mówiący najogólniej o tym, jak nasza aktywność w internecie, a na portalach społecznościowych w szczególności, może być wykorzystywana do inwigilacji lub tylko lepszego "targetowania" takiej, czy innej komunikacji. Pod tekstem umieściłem swój komentarz, który przeklejam poniżej. Tak na pamiątkę.
Tego rodzaju informacje, jak te przedstawione w powyższym tekście, brzmią faktycznie niepokojąco. Technologia, która miała za zadanie człowiekowi pomóc, wyrywa się spod kontroli i obraca się przeciwko bezbronnym ludziom. Trochę jak bunt robotów w opowiadaniach SF. Jest czego się bać, choć dzisiaj myślę, że problem nie jest mi jeszcze tak bliski, jak by na to wskazywały alarmujące atykuły. No bo jak wygląda to z mojego puntu widzenia:
1. Moja aktywność na portalach społecznościowych może być wykorzystana przez potencjalnego pracodawcę o oceny tego czy jestem odpowiednim kandydatem. Może być nawet wykorzystana do przygotowywania dopasowanych ofert pracy. Jak to jest obecnie z tymi ofertami pracy? Mam konto na popularnym portalu biznesowym i dostaję regularnie informacje o ofertach pracy, które „mogą mnie zainteresować.” Nie będę się rozpisywał na temat tego jakie oferty otrzymuję, ale algorytm który je selekcjonuje działa zapewne według schematu „weź i wyślij co masz do kogo się da”. Jedyne w miarę interesujące oferty otrzymuje od żywych ludzi.
2. Mój bank, bardzo internetowy i innowacyjny, w którym konto mam już od ponad 10 lat, z uporem do mnie raz na jakiś czas dzwoni i próbuje mi sprzedać jakiś kredyt. Zupełnie przy tym ignoruje fakt, że przez ostatnie 10 lat nie udało mnie się na żaden taki kredyt namówić, a jeden rzut oka na moje rachunki pozwalałby ocenić, że jeśli czymś miałbym być zainteresowany, to raczej jakimiś produktami inwestycyjnymi lub depozytami.
3. Trafiają się też reklamy uwzględniające ostatnią aktywność w internecie. Przykładowo, po zakupie kompletu opon zimowych przez internet, zaczęły się mi pojawiać masowo reklamy opon zimowych (a może sklepów z oponami). Chyba na wypadek gdybym chciał sobie kupić drugi komplet opon.
4. Nawet YouTube stara się rekomendować mi rożne utwory. Obecnie rekomenduje mi dużo Mozarta. Nawet całkiem blisko mojego gustu muzycznego. Wynika to jednak tylko z tego, że ostatnio na YouTubie słuchałem trochę Mozarta. Gdybym odtworzył jakieś teledyski Sławomira, to YouTube by mi zapewne rekomendował Sławomira.
Podsumowując, nie czuję się dziś jakoś szczególnie inwigilowany. Gdyby jednak pewnego dnia, po wysłuchaniu przez mnie na YouTube utworu Sławomira, serwis zaproponował mi najnowszy utwór Pawła Mykietyna, no to faktycznie, wtedy zacząłbym się bać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz