Z zainteresowaniem przeczytałem przedrukowany w Rzeczpospolitej 21.09.2010 r. wykład Leszka Balcerowicza pt. „Kryzys finansowy czy kryzys myślenia?” Pozwolę sobie rozpocząć tą standardową formułą, bo zainteresowanie moje tematyką jest jak najbardziej szczere, zwłaszcza gdy dotyczy opinii wygłaszanych przez znanych ekonomistów.
Wykład Leszka Balcerowicza jest wielowątkowy i w pewnej części wyraża dość popularne poglądy, z którymi się jak najbardziej zgadzam, a które sprowadzają się do stwierdzenia, że generalnie gospodarka oparta na własności prywatnej jest bardziej efektywna niż ta oparta na dominacji własności państwowej albo też, że „narastanie relacji wydatki budżetu/PKB [...] grozi kryzysem fiskalnym”. W pewnej jednak części autor prezentuje tezy wątpliwe, a także takie, które budzą mój zdecydowany sprzeciw. Poniżej zajmę się tymi ostatnimi, pozostawiając te wątpliwe badaniom i toczącej się dyskusji.
Zdaniem Balcerowicza główną przyczyną powstawania kryzysów jest interwencja władzy publicznej (państwa) w mechanizmy gospodarki wolnorynkowej. Winę za kryzysy ponosi więc „socjalizm” albo też jego domieszki istniejące we współczesnych systemach gospodarczych. Świadczą o tym poniższe cytaty:
„[...] największe kryzysy i załamania gospodarki występują w systemach, gdzie władza polityczna (państwo) jest nieograniczona lub słabo ograniczona i – w konsekwencji – sektor prywatny i legalny, wolny rynek są całkowicie lub w dużej mierze wyparte. Skrajnym przypadkiem takiego systemu jest socjalizm. „
„Również w kapitalizmie zachodniego typu (reprezentowanym przez kraje OECD) poważne kryzysy i załamanie gospodarki nie są wywoływane przez wolny rynek, lecz mają źródła polityczne.”
„Wbrew antykapitalistycznej ortodoksji wolny rynek sam z siebie nie produkuje ani bardzo silnych “boomów”, ani – po ich załamaniu – długotrwałych spowolnień gospodarki. W obu przypadkach uważne badania odkrywają – często niewidzialną dla szerszej publiczności – rękę władzy publicznej.”
Aby obalić ten pogląd należałoby wskazać przypadek gospodarki kapitalistycznej i jednocześnie zupełnie wolnej od „socjalistycznych” domieszek, w której zaistniałby kryzys ekonomiczny. Po chwili zastanowienia należy przyznać, że jest to warunek nie do spełnienia. Jak się okazuje, nawet gospodarka USA jest skażona „socjalizmem”, a podobne zarzuty można też wysuwać wobec każdej innej. System „doskonale kapitalistyczny” nie istnieje w rzeczywistości, co więcej nie istnieje on również w teorii. Wobec tego, teza Balcerowicza okazuje się niefalsyfikowalna i jako taka powinna zostać odrzucona.
Przypuszczam, że krytykując interwencje władzy publicznej w mechanizmy wolnorynkowe, Leszek Balcerowicz nie neguje potrzeby regulacji rynków finansowych (np. sektora bankowego), a tylko sprzeciwia się tym nieadekwatnym i niewłaściwym. Istnieje więc gdzieś dobrze określona granica pomiędzy tymi właściwymi i niewłaściwymi i ktoś prawdopodobnie może ją znać. Podobnie rzecz się ma z polityką monetarną. Istnieje ta właściwa i ta niewłaściwa i gdzieś przebiega pomiędzy nimi granica. Nie jest tylko dla mnie jasne czy osoba, która ją zna już istnieje, czy dopiero ma nadejść i jak się ustrzec przed fałszywymi ekspertami w stylu Allana Greenspana.
Inaczej niż Leszek Balcerowicz uważam, że możliwość powstawania kryzysów jest na stałe wpisana w mechanizmy funkcjonowania gospodarki wolnorynkowej. Doświadczenie pokazuje, że kryzys często poprzedzany jest narastającą bańką spekulacyjną. Jak długo inwestorzy dysponujący wolnymi zasobami kapitału będą mogli lokować go w aktywa będące w wolnym obrocie, tak długo będą powstawać bańki spekulacyjne jako skutek pewnego rodzaju dodatniego sprzężenia zwrotnego. I bez większej różnicy jest tu czy mówimy o nieruchomościach, cebulkach tulipana, złocie, czy opcjach na kontrakty futures na złoto.
Oczywiście łatwość narastania bańki w dużym stopniu zależy od dostępności taniego pieniądza na rynku. Można mieć jednak wątpliwość czy polityka pieniężna może być właściwym i skutecznym narzędziem zapobiegania powstawania bąbli. Celem władz monetarnych jest dbałość o stabilność cen, a nie przekłuwanie powstających baniek. Do wyobrażenia jest sytuacja narastania niekontrolowanego spekulacyjnego boomu w jakiejś branży, przy jednoczesnym zachowaniu ogólnej stabilności cen. Czy w takim przypadku istnieją przesłanki zaostrzenia polityki pieniężnej?
Jestem przekonany, że jedynym efektywnym narzędziem służącym zapobieganiu kryzysom jest skuteczny system regulacyjno – nadzorczy, który między innymi będzie ograniczał rozlewanie się skutków pęknięcia bańki na inne sektory gospodarki. Zadanie stojące przed regulatorem jest trudne, zwłaszcza w czasach hossy, gdy panuje powszechna zgoda co do tego, że tym razem będzie inaczej. Nie można mieć też złudzeń, że uda się kontrolować wszystkie czynniki ryzyka i wyeliminować całkowicie groźbę gospodarczego krachu. Prace nad skutecznym nadzorem finansowym wydają mi się bardziej celowe niż snucie pseudonaukowych dywagacji na tematy utopijnych wizji „doskonale kapitalistycznej” i samoregulującej się gospodarki oraz „socjalizmu” będącego wyjaśnieniem wszelkiego zła w świecie ekonomicznych złożoności .
Czytając wykład Leszka Balcerowicza odniosłem wrażenie, że „socjalizm” stał się dla niego tym, czym dla Andrzeja Leppera jest Leszek Balcerowicz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz